Komu ptasia kupka na łeb spadła i wypaliła rozum?
czyli
o płotach w lesie

Na początku lutego 2008 zechciało mi się iść na spacer do Doliny Radości i przyległych dolinek. Pogoda była ładna, miałam dużo czasu... Nie będę tu wciskać banialuk o magii miejsca i innych tego typu kawałków. Inni są lepsi w tej konkurencji, a ja jestem technokratką a nie magiczką. Przyznaję się, że aparat fotograficzny wzięłam bynajmniej nie w celu dokumentowania oznak przedwczesnej wiosny. Moja wrodzona złośliwość musi czasem znaleźć sobie ujście w sposób nieszkodliwy dla najbliższego otoczenia. A, że dalsze otoczenie może ucierpieć?
No, cóż... takie życie, taki los, takie to już czasy... (cyt. za Słodki całus od Buby).

Pod leśniczówką w Dolinie Radości na wielkiej tablicy napisano, że okolica jest certyfikowana przez "Forest Stewardship Council". Co to jest? To taka instytucja z centralą w Niemczech i oddziałach w wielu krajach świata, malująca na zielono firmy wycinające lasy i firmy przerabiające drewno z tych lasów. Firma jest non-profit (!), utrzymuje się z wystawiania innym firmom świadectw zgodności z regułami "zrównoważonego stosunku do lasu". Ach, formalnie nawet zieloni czerpią dochody z tej firmy w zamian za jej ideowe uwierzytelnienie. Na przykład słynne WWF, czyli World Wildlife Fund. W końcu muszą zarabiać na swoje istnienie.

Przy leśniczówce leżą scięte pnie wielkich buków, świerków i daglezji. Średnica wielu z nich przekracza 80 cm - bliżej by im było do pomników przyrody, niż do desek albo papieru na durne reklamy latające z wiatrem między blokami. Łąka przy strumyku jest zryta przez pojazdy wożące kłody. Drogi, nawet te asfaltowane są pokryte rzadkim, głębokim, czarnym błotem. Dla rowerzystów jest ważna informacja: uwaga, ścieżki rowerowe służą też do przewozu drewna. To tak, jeśliby nie zauważyli.

Poszłam asfaltem dalej, minęłam dolinkę z wielkimi daglezjami, których chyba wszystkich nie wytną, bo są opisane jako punkt kontrolny na ścieżce przyrodniczej dla turystów.

Dalej zaczęły się płoty: ze stalowej siatki, świeżo postawione, wysokie na chyba 2 metry. Pierwszy płot ogradza starą porębę, na której przez wiele lat samosiejki (to znaczy naturalnie odradzający się las) osiągnęły już może nawet i 3-4 metry. Następny nowiutki płot w tej dolince ogradzał porębę zrobioną chyba w tym samym czasie, ale bez samosiejek. Jednak na porębie walały się bukowe gałęzie z suchymi liściami. Wyglądało na to, że samowolnie wyrosłe samosiejki bukowe zostały zeszłego roku zgolone do zera, ale zapomniano zlikwidować wszystkie gałęzie. Przy następnym nowiutkim płocie, za którym widać było w trawie malutkie badylki rosnących krzaczków nie wytrzymałam z ciekawości: przelazłam przez niego, by zobaczyć z bliska, czy to aby może nasi dzielni leśnicy czegoś aby lepszego nie posadzili i dlatego niezbędne było zbudowanie płotu. No i zobaczyłam: te małe badylki to odrosty po wyrżniętych zeszłego roku bukowych samosiejkach (czyli naturalnie odradzającym się lesie), których pniaki miały już jakieś 7-8 centymetrów średnicy. Poza płotami bukowe samosiejki jeszcze samowolnie rosły, jeszcze nikt ich nie wygolił.

A możnaby to zrobić znacznie łatwiej, taniej i prościej, tak jak zrobiono w lesie nad jeziorem Otomino: bukowe samosiejki po prostu przerzedzono i zostawiono w spokoju, aby sobie dalej rosły. No, tak, ale to już Kolbudy... Pewnie mają mały budżet do wykonania, albo nie mają certyfikatów, albo może nawet trochę lubią las, nawet jeśli i tam drwale nie są bezrobotni.

Dalej, na górze są następne płoty: płoty stare, ale z nowiutką siatką, mimo, że bukowo - świerkowo - jeżynowa nieprzebyta dżungla już dawno je przerosła i nikt ani nic, co jest większe od lisa tam się nie przeciśnie. Na drogach leśnych leżały wielkie zwoje siatki przygotowanej do zawieszenia na słupach płotów.

Chyba leśnicy postanowili odgrodzić las od ludzi i zwierząt i przy okazji udowodnić potrzebę swoich wypłat i premii, bo z samego wycinania Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego nie da się wyżyć. Przecież leśnicy muszą wykonywać zabiegi pielęgnacyjne, bo bez tego las zginie. "Nie było nas - był las; nie będzie nas - będzie las" - tak mówili zacofani analfabeci, którzy nie rozumieli ducha postępu i filozofii nowoczesnej planowej gospodarki leśnej. Za pieniądze usyskane ze sprzedaży ilu wyrżniętych buków z Doliny? Za utracony tlen dla naszych płuc? Za utraconą radość dla naszych oczu? Za utracony dom dla różnych stworzeń?
I po jaką cholerę te płoty?

A może te płoty jeszcze są ważne ze względu na prowadzoną planową gospodarkę łowiecką? Jeśli ogrodzi się poręby, łączki i młodniki i zostawi się dostęp do jedynej niezrytej samochodami łąki nad strumykiem, gdzie czasami wysypie się ziemniaki lub marchew i... stroi sobie solidna ambona. Oczywiście ambona służy wyłącznie do obserwacji pasącej się zwierzyny przez dzieci szkolne, prawda? Kiedy ostatnio ktoś widział w okolicy jelenia z rogami? Ja widziałam niedaleko: na ścianie w restauracji myśliwskiej przy strzelnicy myśliwskiej na Jaśkowej Dolinie w Gdańsku Wrzeszczu.

Czas załatwi i płoty. W zasadzie ja jestem gotowa mu w tym pomóc i przejść się tam jeszcze raz z porządnym sekatorem... Szkoda, że dla złomiarzy z wózkami jest tam trochę za daleko...

W końcu znów zeszłam pod leśniczówkę i zobaczyłam nowiutkie tablice oznajmiające, że ten teren podlega ścisłej ochronie ze względu na ochronę ujęć wody. Taka jedna tabliczka stała otoczona leżącymi kłodami świeżo wyrżniętych drzew; łąka i droga były głęboko zryte przez pojazdy leśników. Oczywiście z żadnego z nich nie pociekła nawet kropla oleju. Leśników żadna ścisła ochrona oczywiście nie obowiązuje - oni są ponad to.

FSC Polska ma swoje "Zasady, kryteria i wskaźniki dobrej gospodarki leśnej w Polsce", opublikowane w internecie pod adresem http://www.fsc.pl . Bardzo ciekawe miejsce dla badających firmy ceryfikujące. (Mój wybór z Zasad B.G.)
W Zasadach jest rozdział: prawa ludności rdzennej i jest od razu skomentowany: "na terenie Polski nie istnieje ludność rdzenna" i dlatego dalsze reguły Polski nie dotyczą.
To oznacza, że aby przypadkowe społeczeństwo zostało wysłuchane w sprawach pobliskich lasów, to musi powtykać pióra i gałęzie we włosy usztywnione gipsem, wymalować sie w kolory wszystkich okolicznych klubów piłkarskich i ruszyć z wyciem i waleniem w pozbierane baniaki na Nadleśnictwo Gdańsk i FSC Polska?
Poważne naruszenie Zasad musi być usunięte w ciągu 3 miesięcy pod groźbą zawieszenia certyfikatu. Czyli: w ciągu 3 miesięcy drzewa można wyciąć, wywieźć, łąki ogrodzić lub zamienić w bagno i nadal tablica dla turystów z informacją o certyfikacie może sobie wisieć. No, bo kto tą tablicę zdejmie? Kto ogłosi w sposób docierający do czytelników tejże tablicy, że Nadleśnictwo Gdańsk ich bezczelnie robi w trąbę?

Podobno lasy są jeszcze ciągle państwowe, czyli nie są prywatnym polem leśników - podobno są własnością przypadkowego społeczeństwa, a leśnicy tylko tym dobrem zarządzają.


Galeria zdjęć z tej wycieczki.

Donos do FSC - zobaczymy, co z tego wyniknie.

07.02.2008 Basia Głowacka


Epilog

Dzisiaj obejrzałam dokładniej ogrodzoną porębę, która mnie zdenerwowała w lutym. Teraz lepiej widać i historię i teraźniejszość.

Rzeczywiście na dużym kawałku poręby usunieto dość stary młodniak bukowy.

Na porębach na suchych zboczach są około 1-2-letnie dęby, i trochę buków, chyba raczej sadzone przez ludzi, być może też i przez ptaki. Według mnie najstarsze nieuszkodzone buki mają chyba około 4 lat, ale mogę się mylić.

W miejscach wilgotnych jest posadzona olcha a wzdłuż płotu od strony asfaltu chyba czereśnia lub coś podobnego.

Czyli: coś posadzono, akurat w tym miejscu raczej sensownie. Ale po co ten płot, jeśli za płotem las ma podszyt? Po co wycinać jedne młodniki, aby tworzyć nowe młodniki? Ale to juz zupełnie inna historia...

28.06.2008 B.G.


Epilog II: czy las wyrośnie bez ludzkiej pomocy?


Great Seal of
Gdansk with mediewian ship

index do spisu treści